środa, 31 lipca 2013

GymkhanaGP w Szczecinie 2 edycja 6 lipca - najbardziej szczegółowa relacja

Był taki moment - może kwadrans lub dwa po dziewiątej rano, w sobotę 6 lipca. Ogarniałam jeszcze różne rzeczy w biurze zawodów, podczas gdy na torze trwała już rejestracja i nabierały rozpędu treningi. Skończyłam co miałam skończyć, przeszłam pod wielkim nadmuchiwanym czerwonym daszkopająkiem z napisem "Honda" i weszłam na tor. Widok był powalający. Ryk silników i pół setki migoczących słońcu maszyn, a na nich uśmiechnięci jeźdźcy o roziskrzonych oczach, w złotych i czerwonych koszulkach z numerami i napisem: GymkhanaGP - motoFUNdacja...

Piękne uczucie. Że jest nas tak dużo. Doświadczonych wyjadaczy i zupełnych świeżynek. Mieszkańców Szczecina i przybyszów z daleka. Nastolatków i ojców dorosłych dzieci. Na 50-tkach i na ponad-litrach, na nakedach i crossach, sportach i cruiserach.

Ola z Gdańska i Chris z Kraku
Druga w tym roku, a trzecia w historii edycja GymkhanaGP w Szczecinie, organizowana przez motoFUNdację, odnotowała rekordową frekwencję. Nie popisała tym razem się stolyca - Grześ Uliński, który zawsze w Szczecinie staje na podium, ani Pedros nie dotarli ze wzgędu na obowiązki pracowe. Chris co prawda przyjechał z Warszawy, ale on jest z Krakowa :-) Za to silnie reprezentowany był Wrocław - wystąpili Oscar Kubicki, który zaledwie tydzień wcześniej wygrał czeski MotoSlalom w Żdiarze, Agnieszka Jaszewska (zwyciężczyni kat. kobiet na GymkhanaGP w maju) oraz Beniamin Mucha, wicemistrz Polski ubiegłego sezonu i - mimo połamanego seta, dzięki szybkiej interwencji Adaśka - zwycięzca naszej majowej edycji.
Matous Maty Landa, Czechy
Ku wielkiej radości wszystkich dojechała do nas Ola Frost z Gdańska, ta piękna czarnowłosa dziewczyna która w kategorii kobiet zawsze staje na podium i wygrała ją na naszych wrześniowych zawodach (w maju nie było jej z nami), z Gorzowa ponownie pojawił się Darek Pilch, z Berlina Jacek Strongowski. To ten duży człowiek na dużym VStromie, który na majową edycję zajrzał tylko jako widz, dał się namówić na start i tak się zajawił na gymkhanę, że jest teraz jej żarliwym wyznawcą. To jest jak opium - uzależnia od pierwszego razu...
Dr Marino z Kraku
Z wielką radością powitaliśmy gości z Czeskiej Republiki. Maty Matous Landa i jego siostra Radka przejechali 600km z podpraskiego Kolina by wziąć udział w naszych zawodach. To właśnie Maty jest głównym organizatorem serii zawodów MotoSlalom, które odbywają się w kilku miastach w Czechach w ciągu całego sezonu. Zaś największą odległość w drodze na naszą imprezę pokonał DrMarino czyli Mariusz Juszczak z Krakowa. Dotarł pociągiem by podobnie jak w maju wystartować na mojej Małej czyli Hondzie CBF250.

Oscar z Wrocławia i Rufi ze Szczecina
Wystąpili również należący do czołówki polskiej szczecinianie: Rufi "Czarny Koń" Rafał Dziki-Sereda, zdobywca Pucharu Prezesa Honda Poland na ubiegłorocznej rundzie wrocławskiej, Adam "Instruktor" Sylwanowicz i "Coff" Krzysiek Kubanek. Niestety ekipa szczecińska nie startowała w komplecie: Mikrofon Kamil Dolecki, spieszony po śmierci na zawał swego wiernego konia, już drugi raz z rzędu sędziował zawody, a Adaśko, któremu w maju przyznano nagrodę Fair Play, bo naprawił wierzchowce kilku rywalom, nie ogarnął swojego motocykla na zawody, bo przez pół nocy doprowadzał do stanu używalności maszynę Ciuta, by ten mógł ucieszyć oko publiczności swoimi niesamowitymi akrobacjami...

Szczecińska i okołoszczecińska klasa amatorska również była silnie reprezentowana. Wielu zawodników pojawiło się na naszej imprezie już po raz trzeci, wśród nich faworyci: Smelka Tomek Smela, który na wrześniowej pierwszej edycji osiągnął 7. miejsce i był najwyżej sklasyfikowanym debiutantem (nie mieliśmy wtedy jeszcze dwóch kategorii dla doświadczonych i amatorów), a w maju był czwarty, obecnie zaś wystąpił na customowej Suzuki GN 250, którą własnoręcznie gruntownie przerzeźbił do gymkhany, oraz Żuczek Grzegorz Żukowski, który wyczynia cuda na Hondzie Transalp, i w poprzednich edycjach rywalizował skutecznie ze swym dorosłym synem Patrykiem (na Dominatorze) a w maju stanął na podium z drugą lokatą.

Henias i Dziki
No i jeszcze nowe cudowne dziecko szczecińskiej gymkhany - Dziki. Krzysiek Dzikowski, który w maju w efektownym szlifie połamał seta. Adaśko naprawił mu set, Dziki wystartował i zwyciężył w kategorii amatorów, przez co został awansowany do klasy doświadczonej, z czego bardzo był szczęśliwy, mimo komentarzy, że już widocznie znudziło mu się wygrywanie. Komentarzy, jak się potem okazało, nie do końca trafnych.

Prócz jeźdźców, którzy dotarli na zawody na swoich wierzchowcach, pojawiło się też kilku piechurów, niemających własnych koni, by wystartować w konkursie GP8, do którego Yamahę YBF 250 pożyczyła nam szkoła motocyklowa Cieślak Nauka Jazdy. Kto chciał, mógł startować jednakowoż na własnym koniu. Sędzia główny Mikrofon osobiście i przy użyciu homologowanej miarki rozstawił dwunastometrową ósemkę, którą trzeba było przejechać pięć razy, co ponad 30 śmiałków uczyniło z różnym skutkiem. Pierwszą dziesiątkę zamknął Smelka z czasem 34,2 sek, spośród amatorów lepiej od niego poradził sobie tylko
Ola na GP8
krakowiaczek Marino (33,4 sek - 7. miejsce). Dziewiąty był Maty Landa z Czech, ósmy zaś Ciut11, który oczywiście poleciał ósemkę driftem. Najszybszą kobietą była Ola (6. miejsce - 33,2 sek), Oscar był piąty, a Dziki czwarty. Adam "Instruktor" miał najwięcej kłopotów - pomylił trasę, strzelił efektowną glebę, ale jeden przejazd miał bardzo udany -30,8 sek, co dało mu miejsce na podium. Adaś zawsze był dobry w tych konkurencjach, wszak to on jest rekordzistą Polski w Giętarze z czasem 13,41 sek. Szybszy od niego był Beniamin z czasem 30,6. Natomiast Rufi, który wygrał GP8 na majowej edycji, i tym razem poszedł jak burza i nie tylko był pierwszy, ale wyrównał też oficjalny rekord Polski GP8 - 29,00, od dwóch lat należący do Oscara.

Ciut 11

Po "części artystycznej", czyli popisach niezrównanego Ciuta, ujawniono najpilniej strzeżoną tajemnicę w Polsce czyli trasę konkursową. Okazało się że jest jeszcze szybsza niż majowa i znacznie bardziej intuicyjna. Nie było tym
razem ślimaczka, zamiast niego trzy hexagony do objechania w różnych kierunkach, które sprawiły dużo przyjemności i zawodnikom i widzom. Slalom przesunięty, ale już bez zawrotki na winklu, dwa lustra pod kątem prostym i jedna bramka. Regulamin dozwalał zapoznawanie się z trasą na rolkach i hulajnogach, z czego wielu zawodników skorzystało.

W grupie amatorskiej rozrzut typów maszyn był imponujący. Prócz wspomnianych już VStroma i Transalpa zobaczyliśmy inne wielkie maszyny:  matrixowa Hayabusa 1300 na której wystąpił Adrenalina ze Szczecina czyli Adrian Kierzka czy też majestatyczny cruiser Yamaha Midnight Star dosiadany przez Wojciecha Ginała.
Wojtek Ginał, Yamaha MidnightStar
Wielki szacun wzbudził Wojciech swym bezbłędnym przejazdem na sprzęcie o kilometrowym promieniu skrętu. To właśnie on pokazał jak w soczewce ideę Gymkhany - wyniki i rywalizacja są znacznie mniej istotne od zmierzenia się z samym sobą, poznawania limitów swojego motocykla, szlifowania umiejętności i podnoszenia bezpieczeństwa na drodze.
Na drugim końcu skali znalazł się AutoMateusz Jeżewski, piętnastolatek na Aprilii RS50. Niezwykle skupiony i przejęty, mimo mizernej pojemności swego silnika pokonał tę trasę - mniej techniczną, a bardziej sprzyjającą szybszym maszynom - w bardzo dobrym czasie 2:12, który poprawił jeszcze o trzy sekundy
AutoMateusz, Aprilia RS50
w drugim przejeździe. Dało mu to ósme miejsce w klasyfikacji amatorów, był też drugim najwyżej sklasyfikowanym debiutantem. Z tracących panieństwo gymkhanowe na tej imprezie lepiej poradził sobie jedynie Henias Dolecki (zbieżność nazwisk z sędzią głównym nieprzypadkowa ;-) Brat Mikrofona w pierwszym przejeździe wykręcił świetny czas, 2:03,1, co w pierwszej kolejce dawało mu trzecią pozycję. A że zaraz za nim był ze stratą kilku dziesiątych sekundy Smelka, wiadomo było że oni będą walczyli ze sobą o podium w drugiej serii przejazdów. Niemniej dużą przewagę nad nimi zdobył "Kazik" Michał Kaźmierczak, który startując z nr 14 ustawił poprzeczkę na 1:58,3 i długo był liderem - do chwili, gdy jako przedostatni w pierwszej serii amatorów pojechał Marino z Krakowa, osiągając
Malarz
czas o 0,3 sek lepszy. Bardzo dobrze poradził sobie też Łukasz Malarz, szósty w edycji majowej (5. pozycja w 1. przejeździe - 2:04,5 + 1 sek kary za pachołek) i Bandzior Łukasz Zieliński, ósmy w maju (2:06,0); zaraz za nim, ze stratą pół sekundy, był Żuczek, któremu na pięty następował Seth, czyli Filip Krupowies, który miał chyba najliczniejsze ze wszystkich zawodników grono fanów - z trawiastej trybuny dopingowało go kilkanaście osób z Halo Szczecin.

Już po pierwszej kolejce przejazdów na teren zawodów dotarł jeszcze jeden z uprzednio zarejestrowanych motocyklistów o xywie Angry Squirrel, czyli Wściekła Wiewiórka. Chciał wziąć udział w zawodach, ale niestety przetrzymano go w pracy. Squirrel wystartował więc w drugim przejeździe już poza klasyfikacją, dla własnej satysfakcji.

Żuczek
W drugiej kolejce przejazdów Seth, Żuczek i Bandzior poprawili swoje czasy o 3 sekundy. (2:03,2, 2:03,4, 2:02,8) Po tym ostatnim jechał Malarz i zrobił czas minimalnie słabszy (2,02,9) ale że Bandzior miał sekundę karną, to Malarz utrzymał prowadzenie. Smelka jechał bardzo dobrze ale popełnił błąd na lustrze, musiał się cofnąć, przez co w klasyfikacji końcowej był siódmy. Po nim leciał Henias i szło mu również świetnie do chwili gdy pod koniec trasy zrobił o jedną nawrotkę za dużo, sędziujący Mikrofon wyglądał jakby miał ochotę spuścić lanie bratu, który wylądował na szóstej pozycji, za Sethem, Żuczkiem, Bandziorem i Malarzem. Zostało jeszcze dwóch zawodników - tych, którzy w 1. przejeździe zrobili czas poniżej dwóch minut. Niestety Kazik na offroadowej Hondzie XR 650 R zakręcił się jak słoik za bramką przy nawrotce, co kosztowało go pół minuty straty...
Dr Marino
18-letni Mariusz z Krakowa dał kolejny popis swojej rewelacyjnej techniki - chociaż na treningach Majki kręcił nosem, że przeciwsiad jest niesłuszny, okazał się jednak skuteczny. Marino wykorzystał możliwości tej niedostosowanej, turystycznej Hondy do ostatecznych granic: w ciszy jaka zapadła słychać było niemal bez przerwy chrobot raz lewego, raz prawego podnóżka, bo to tylko one ograniczały mu możliwość jeszcze głębszego złożenia się w zakręty. Była to jazda na krawędzi: wyglebi się, czy nie? Jednak gumą do dołu dojechał na metę poprawiając jeszcze swój czas (1:57,8) co dało mu szczyt pudła i niemal trzynastosekundową (!!!) przewagę sumy czasów (3:55,8) nad drugim w klasyfikacji końcowej rywalem Łukaszem Malarzem (4:08,4). Bandzior był trzeci (4:09,8), czwarty zaś Żuczek, który stracił podium zaledwie o jedną dziesiątą sekundy. Kolejni uplasowali się: Seth, Henias, Smelka, AutoMateusz, Jacek Strongowski z Berlina, dziesiątkę zamknął Maxamator czyli Marcin Kepel.

Oscar
Rywalizacja doświadczonych przyniosła niesamowite widowisko pełne niespodzianek. Pierwszą z nich był fakt, że Adam "Instruktor", znany z zamiłowania do obierania własnych ścieżek w pokonywaniu trasy, chociaż pomylił trasę w GP8, nie pochrzanił jej w głównym konkursie. Po pierwszym przejeździe był trzeci (1:48,4), ale - co było kolejnym zaskoczeniem -  zaraz za nim, ze stratą zaledwie 0,3 sek, uplasował się debiutujący w klasie "Pro" Dziki, Krzysiek "Szczęście w Nieszczęściu" Dzikowski.
Rufi
Przepięknie jak zawsze pojechał Rufi, złote dziecko szczecińskiej Gymhkany (1:46,6). Szczecin liczył też na Krzyśka "Coffa" Kubanka, ale Krzyś, jak zauważył Daniel Kisiel, komentator zawodów, robi albo piękny czas, albo piękną glebę; tym razem był to ten drugi wariant :-( Natomiast Beniamin Mucha, Człowiek-który-pokonał-Niepokonanego - jako pierwszy i jedyny jak na razie stanął na podium Hondowskiej Gymkhany przed Wojtkiem "Terminatorem" Grodzkim w czasie wrocławskiej rundy 2012 - pokazał technikę i szybkość jeszcze lepszą niż w maju, mimo iż wydawałoby się to już fizycznie niemożliwe, i wykręcił swą CeBRą czas 1:43,4. Po pierwszym przejeździe pierwszą piątkę zamykał również Wrocławianin Oscar, za nim był Maty z Czech, siódmy - stunter Ciut11 (jadący trasę konkursową driftem), za nim Coff, Pilch z Gorzowa i piękna Ola z Gdańska, która miała tempo podobne do Ciuta, ale niestety pomyliła trasę.

Dziki
W drugim przejeździe najbardziej dramatyczna walka rozegrała się między Dzikim a Adamem. Rewelacyjnie jadący Dziki, który miał do nadrobienia zaledwie 0,3 sek, pojechał ponad sekundę lepiej (1:48,0) od Adasia (1:49,2) ale potrącił pachołek! Co zabrało mu miejsce na podium o zaledwie 0,1 sek! Rufi pojechał jeszcze szybciej i ukończył 2. przejazd z dokładnie takim samym czasem, co niewiarygodny Benek (1:45,3) więc za sprawą różnicy z 1. kolejki Beniamin zdobył szczyt pudła, wygrywając drugi raz z kolei szczecińską GymkhanaGP i robiąc sobie samemu prezent na urodziny, które przypadały właśnie tego dnia. Piąty był Oscar, za nim Maty, Coff, Ciut, Ola, Pilch, Chris i Amalka.
Beniamin

Klasyfikację pań zwyciężyła zatem Ola "Zawsze Na Podium" Frost, za nią była Amalka z Czech - która startowała na sześćdziesięcioletniej Jawie!!! Jej niezwykła maszyna po uroczej glebie odpaliła od pierwszego razu, czego nie potrafi dokonać wiele nowoczesnych motocykli. Trzecia na damskim pudle stanęła Grzanka z Wrocławia.


Wręczanie nagród odbywało się w pośpiechu, bo ze względu na dużą liczbę uczestników impreza nam się przeciągnęła i wyganiali nas już z toru. Przepiękne postindustrialne statuetki na bazie zębatek motocyklowych stworzył Bodek Ostrowski - mechanik motocyklowy z warsztatu Motocombo a zarazem artysta rzeźbiarz. Sponsorem głównym kategorii pań była firma Forever Living Products Poland, która ufundowała zestaw naturalnych kosmetyków aloesowych marki Forever.
Zwycięzcy kat. Pro
W puli nagród były również koszulki i egzemplarze najnowszego wydania MotoRmanii, pasy nerkowe i kominiarki od Modeki, bluzy, gadżety i produkty Motula od autoryzowanego dystrybutora Mata, odświeżacze do odzieży motocyklowej Nano Silver od SJD, wejściówki na zajęcia z boksu na siłownię Sports Factory (ul. Korzeniowskiego 2) - zaś nagroda główna, wspaniała kurtka Askari, nowość 2013, ufundowana przez Modeka Polska, przeznaczona była dla zwycięzcy kategorii amatorów. Marino z Krakowa jednakowoż nie odebrał jej osobiście - siedział już wtedy w pociągu by dotrzeć na drugi koniec Polski gdzieś pod Lublin na kolejną imprezę wyścigową, tym razem na torze. To dlatego na fotach to ja stoję na podium trzymając jego nr startowy...

Zwycięzcy kat. Amatorów



Trzecia w historii szczecińska gymkhana okazała się być jeszcze większym sukcesem niż poprzednie. W ankiecie, którą wysłaliśmy do uczestników, na pytanie o ogólną ocenę imprezy 4/5 respondentów odpowiedziało "rewelacyjna!!!", odpowiedź "bardzo fajna" była w zdecydowanej mniejszości :-) Wszyscy deklarują też chęć uczestnictwa w kolejnych edycjach. Wysiłek organizatorski docenił Bodek z Motocombo, który stworzył i wręczył ku totalnemu zaskoczeniu nagrodę za zorganizowanie zawodów.
motoFUNdacja
Impreza ta mogła się odbyć dzięki bezinteresownej, nieodpłatnej pracy ekipy motoFUNdacji oraz wolontariuszy, którzy przed, w trakcie i po wykonywali rozmaite, często mało wdzięczne zadania jak wieszanie bannerów na płocie, stanie godzinami z chorągiewkami na stanowisku sędziowskim, prowadzenie xięgowości fundacji czy krążenie po całym mieście by odebrać fanty od sponsorów. Wielki szacun i podziękowanie dla Lili, Mariusza i Emilii, Adaśka, Ciuta, Mikrofona i Sandry, Acza, Rufiego i Ani, Krzyśka, Adeli, Agnieszki, Petera i Dzikiego. Ktoś ogarnia, by startować mógł ktoś, jak mówił Szexpir.

Dziękujemy też ogromnie sponsorom, bez których wsparcia nie byłoby tej imprezy. Sama praca i dobra wola nie wystarczy; trzeba też wynająć karetkę, wykupić ubezpieczenie, wydrukować numery startowe, plakaty i ulotki. Nie poradzilibyśmy sobie bez wsparcia Eskudo.com.pl - hurtownia wędlin, Modeka Polska, Cieślak Nauka Jazdy, gabinet dentystyczny Unident ul. Emilii Plater 11, Dead Orange Tattoo Studio i Dead Orange Rockers Club oraz wielu innych firm i osób prywatnych które wsparły nas mniejszymi kwotami. Dziękujemy motocyklowej szkole Cieślak Nauka Jazdy za udostępnienie motocykla do konkursu GP8, warsztatowi Motocombo za zasponsorowanie pucharów oraz Pizzerii Marco Polo za nakarmienie naszych zawodników. Największe podziękowanie należy się Honda Poland ich ogromne wsparcie. Cieszymy się, że firma która importuje najlepsze na świecie, japońskie motocykle oraz dzięki której Gymkhana z Japonii zawitała dwa lata temu do Polski jest teraz częścią naszej imprezy.



Już w tej chwili zapraszamy zatem na kolejną edycję szczecińskiego Gymkhana GP do Szczecina w drugiej połowie września, oraz na zawody Honda Gymkhana które odbędą się w Warszawie na początku września.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza